Psychologia / PoradyWszystko

Choruję na trichotillomanię- i co ty na to mamo?

Dodane przez 5 października 2019 Brak komentarzy

W tym artykule poruszam ważny temat- dla wielu możliwe kontrowersyjny- trichotillomanii (w skrócie TTM). Dlaczego kontrowersyjny? Bo rzecz nie tylko dotyczy włosów, ale także tego, że osoba chorująca na to schorzenie sama sobie te włosy wyrywa. Ktoś, kto nic nie wie na ten temat pomyśli sobie, że trzeba postradać zmysły, aby samemu sobie to robić, albo pomyśli sobie „o, to coś jak cięcie się żyletką, te osoby same chcą sobie zadać ból”. Otóż nie! Nic bardziej mylnego i krzywdzącego dla osób z TTMem. Zanim ocenisz- przeczytaj i dowiedz się co taka osoba czuje, kiedy pozbywa się własnych włosów i dlaczego jestem skłonna odważnie powiedzieć, że każdy z nas ma w sobie „zalążek TTMu”. Ten artykuł kieruję przede wszystkim do rodziców dzieci, nastolatków z TTMem, którzy dowiedzieli się, że najbliższa im rodzina- ich własne dzieci, borykają się z tym schorzeniem i po prostu nie wiedzą co zrobić, jak działać, chcą płakać, krzyczeć, załamują ręce…Bo patrzą na dziecko i nie rozumieją nie pojmują, jak to możliwe, że własne ręce ich dzieci nie potrafią przestać.
Postaram się najprostszymi słowami, bez wchodzenia na szczegółowy grunt biologicznych uwarunkowań człowieka wyjaśnić się dlaczego niektórzy mają skłonności do wyrywania, a inni nie. To nie był wybór dziecka, że zainteresowało się własnymi włosami. W momencie narodzin, miało już zapisane w swoim genotypie, czy może mieć skłonności do tego, że będzie sięgało w stronę swojej głowy, było to „biologicznie ustawione”. Te skłonności mogą być długi czas „uśpione”, nie ujawnić się, ponieważ czynniki środowiskowe nie uaktywniły tego typu „zainteresowania”. A czasami mogą się już ujawniać od najmłodszych lat, w wieku 2-3 lat, w okresie podstawówki, gimnazjum, liceum. Zaczyna się niewinnie, od zabawy włosem, zainteresowania jego strukturą, wsadzania do buzi (to robią często nawet osoby nie mające genetycznych uwarunkowań do trichotillomanii). A potem bach, zaczyna się wyrywanie z cebulkami, mamy wrażenie, że czasami robią to mniej lub bardziej świadomie. I słusznie myślimy, ponieważ osoba może wyrywać mniej lub bardziej świadomie. Ale o tym mogę napisać osobny artykuł. Wracając do podłoża tego odruchu chcę Wam powiedzieć, że nie jest ono związane z koniecznością przeżycia traumy, czegoś bardzo ciężkiego w życiu dziecka, aby pojawiło się tego typu- wydawałoby się- autodestrukcyjne zachowanie. Owszem, osoby „genetycznie naznaczone skłonnością do TTMu” mogą pierwszy raz wyrwać włosy w sytuacji stresowej, trudnej, ale równie dobrze mogą pierwszy raz wyrwać włos, kiedy są w nowej dla siebie sytuacji, albo zwyczajnej, codziennej, przyjemnej, jak np. oglądanie bajki, albo zasypianie. Wystarczy, że któregoś razu obejrzą reklamę szamponu do włosów, albo będą pisać klasówkę z matematyki i TO się zacznie. Pojawi się tak nagle, bez ostrzeżenia. I co zrobić, jak dziecko przed tym uchronić? Ma nie oglądać telewizji, ma nie pisać klasówek w szkole? NIE. Odpowiedź jest jedna. Nie uchronisz swojego dziecka przed posiadaniem TTMu. Ale możesz uchronić dziecko przed poczuciem winy, spadkiem samooceny i poczucia własnej wartości. Trichotillomania może się pojawić właściwie w każdym momencie- w samochodzie, w domu, w szkole, w toalecie, na przystanku autobusowym. Znam dziesiątki początków, a każdy inny. Wiele rodziców mnie pyta „a czy to nie moja wina, może ja coś zrobiłam/em, powiedziałam/em?” NIE. Drogi rodzicu, jeśli teraz czytasz te słowa odpowiadam Ci raz jeszcze: to NIE Twoja wina. To nie twój krzyk zaganiający do nauki to spowodował, to nie Twój czas spędzony na czytaniu książki zamiast na kolejnej zabawie z córką, czy synem. To tylko mógł być zbieg okoliczności i coś, co było zapisane w genotypie Twojego dziecka- po prostu się pojawiło. Ale teraz nie czas odetchnąć z ulgą, gdyż nawet jeśli nie było Twoją winą pojawianie się wyrywania włosów u dziecka, to możesz brać udział w powiększaniu jego braku poczucia pewności siebie, a wręcz poczucia winy i odmienności. DLACZEGO, skoro chcesz dla swojego dziecka zawsze jak najlepiej? Kiedy widzisz pierwsze sytuacje wyrywania włosów u dziecka- zaczynasz od zwracania uwagi, przypominania „zostaw”, „nie dotykaj”, „ręka”, „pilnuj”. Potem widzisz te sytuacja znowu. I znowu. I jeszcze raz. Zaczynasz myśleć, ale też wyrażać słowami i swoją postawą tą kluczową myśl „jak możesz nie przestawać, przecież to twoja ręka, możesz ją kontrolować, tylko mi nie mów, że to niemożliwe!”. Następnie dzieje się coś więcej- czujesz złość i frustrację, bo przecież Ty byś się opanowała/opanował, jeszcze widząc, że zaczynają się tworzyć łyse miejsca na skórze głowy. Zaczynasz nie rozumieć swojego dziecka coraz bardziej, co również coraz bardziej pogłębia gamę nieznanych Ci emocji w stosunku do tej najbliższej osoby. Dlaczego on/ona to robi? To teraz uwaga, Twoje dziecko też nigdy w życiu nie chciałoby CHCIEĆ TEGO ROBIĆ. Los wybrał za nich. Wybrał, że będą lubić i będzie ich interesowała struktura włosa, a że ich wyrwanie pozwoli im poczuć… Ukojenie, przyjemność, relaks, zapełni wolny czas, że będzie to fajne. Dziecko wyrywa wtedy, kiedy jest niedostymulowane (nuda), lub przestymulowane (stres, silne emocje zarówno pozytywne, jak i negatywne). Dlatego może wyrywać nieświadomie oglądając telewizję, albo z pełną świadomością przed zaśnięciem, czy w łazience przed lustrem. A robi to dlatego, że ta czynność pozwala się mu odstresować, jest interesująca (struktura włosa, cebulka, smak, zapach). Nie robi tego, aby sobie zadać ból, zrobić krzywdę. Nie robi tego, gdyż ma zaburzenia psychiczne. Po prostu bardzo mocno to w jakiś „pokręcony” sposób lubi i mu to pomaga. Dziecko nie myśli jeszcze jak osoba dorosła nad swoimi potrzebami emocjonalnymi, co dobre co złe, co wolno nie wolno- pojawia się potrzeba, czuje stres, jest nudno- mózg podpowiada mniej lub bardziej świadomie „znasz pewien sposób, aby się odstresować, aby się czymś zająć”- i on jest tak blisko, tuż obok- na głowie. Chwyć na włos. A osoba, która ma „w swoich genach” zapisany TTM będzie to lubić. Wiem, nie możesz teraz tego pojąć. Aby Ci to ułatwić wyobraź sobie teraz coś słodkiego. Coś co lubisz. Prawdopodobnie nie chciałabyś lubić słodyczy, przecież to nie ma nic w sobie zdrowego, NIC WARTOŚCIOWEGO, tylko walczysz z nadwagą, albo cukrzycą. Zero korzyści. Można powiedzieć, że w niektórych sytuacjach to takie zabijanie się na własne życzenie. Ale skubane są dobre. Masz wrażenie, że jednak coś Ci dają. Poczucie relaksu, tylko z nimi serial jest serialem, tylko z nimi herbata smakuje najbardziej i tylko z nimi wyobrażamy sobie wyjście do kawiarni. Łagodzą stresy, działają na zmysły. Ich smak daje nam ukojenie, zapach pociąga, widok zachęca. A co daje palaczowi papieros? Spytaj palacza, a on Ci powie, że kawa nigdy nie jest kawą bez papierosa, lampka wina nigdy nie smakuje lepiej z papierosem, a kiedy czekasz zestresowany przed pracą, nigdy się nie odstresujesz, jeśli nie zapalisz. I kiedy Ci się nudzi i czekasz na coś to nigdy to czekanie nie ma końca jak nie zapalisz. Teraz wyobraź sobie głowę swojego dziecka bez włosów- widzisz to i myślisz „co ono narobiło, jak mogło to sobie zrobić!” Za chwilę wyobraź sobie zdjęcie swoich płuc, kiedy palisz. Tylko tego nie widzisz na pierwszy rzut oka, przecież masz piękne włosy, kto by się przejmował jak płuca wyglądają. Tu przypomnę Ci moje pierwsze słowa- napisałam „każdy z nas ma zalążek TTMu”. Czy czujesz co przez to mogę mieć na myśli? Każdy z nas ma swoje sposoby na radzenie sobie ze stresem, czy sposoby relaksu, walki z nudą. I mimo to jak widzisz nawet jako dorośli łamiemy zasady, działamy niekorzystnie na swoje zdrowie, wygląd. Myślimy, że relaks daje nam papieros, alkohol, słodycze. A co one tak naprawdę nam dają? Nic dobrego- chwilę relaksu, chwilę zajęcia, chwilę zabawy. Potem często pojawiają się wyrzuty sumienia. Ale daliśmy sobie kulturowe przyzwolenie do jedzenia słodyczy, palenia i picia alkoholu, toteż wracamy raz po razie do tych czynności. Osoby, które wyrwą za dużo włosów też czują wyrzuty sumienia. Na okrągło. Nie chcą, obiecują sobie, że to będzie ostatni raz, chcą mieć piękne włosy. Z kolei jeszcze małe dzieci nie do końca wiedzą co robią. Powtarzają tą czynność, ponieważ wykonywanie ich daje pożądane, dobre odczucia. I nie rozumieją, kiedy rodzice tak bardzo się o to denerwują, skoro im to daje wewnętrznie ukojenie, ten moment wyciągania włosa z głowy.
Jest jeszcze bardzo, ale to bardzo wiele powiązanych myśli, odczuć, czynników, które biorą udział w trichotillomanii. To, o czym tutaj piszę to tylko jeden z mechanizmów, które kierują TTMem, to jeden ze sposobów zobrazowania czym jest to schorzenie. Jest ich jeszcze wiele, stąd czytelników, którzy mają TTM i czytają ten artykuł proszę o wyrozumiałość- pamiętajcie, że nie szufladkuję tego problemu tylko go powolutku tłumaczę. W tym artykule- rodzicom- aby starali się nie oceniać swoich dzieci myśląc, że tak łatwo odsunąć rękę od głowy. Sami spróbujcie odsunąć, kiedy będziecie brać pierwszy gryz sernika, czy odpalać kolejny papieros. A potem wyobraźcie sobie jak ktoś w tym momencie mówi do Was, krzyczy „zostaw, wypluj, wyrzuć”! I zobacz co poczujesz. Twoje dziecko tez to czuje. Ale jeszcze w sposób wzmocniony. Bo czasami zaczyna wyrywać nieświadomie, bo włosy, a właściwie łysienie to temat często trudny, temat tabu, bo widzi, że inni tego nie robią w domu, bo czuje się inne. I powtarza sobie to cały czas, myśli o tym, jest z tym same- spada samoocena, gdyż nie tylko widzi w lustrze, że brakuje włosów, to jeszcze rodzice oczekują od niego że te włosy będą. To bardzo duże obciążenie dla młodego człowieka. Czasami zbyt duże i TTMowcy, jako osoby dorosłe często mówią, że niska samoocena, depresja, stany lękowe z którymi walczą, to wszystko zaczęło się w dzieciństwie i nie przez to, że włosów nie było, były, potem znowu łyse miejsca. Tylko z racji tego wszystkiego co działo się obok. Spojrzeń rodziców, ich niezrozumienia, płaczu, milion powtarzanych zdań „przestań, zostaw”. Ale też tego, że nie podołały zadaniu- nie uszczęśliwiały rodziców, bo nie miały włosów. Tak to zapamiętały i tak to zostało- do późnych lat życia dorosłego. Okres dzieciństwa ma ogromny wpływ na to kim będziemy w przyszłości. Jak będziemy postrzegać rzeczywistość. Jak będziemy ją weryfikować. Są też przypadki, kiedy rodzice nawet nie wiedzieli, że dziecko się zmagało z TTMem- widzą łyse miejsce- idą do specjalisty- zostaje postawiona zła diagnoza- „to łysienie plackowate”. A dziecko często nie powie, że to nie to, bo już się wstydzi i widzi, czuje, że wyrywanie włosów nie jest czymś dobrym. Takie dziecko walczy same. Miesiącami, latami. Mam ogromy szacunek do takich osób, ponieważ mogę sobie tylko wyobrażać ile musiała taka osoba przejść sama próbując sobie wyjaśnić to co się dzieje. Pamiętam, że jako mała dziewczynka, kiedykolwiek czułam, że nie rozumiem co się dzieje wokół mnie, kiedy walił mi się świat pod nogami, biegłam do rodziców. Nie zawsze po to, aby zrozumieć, ale po to, aby poczuć się dobrze, poczuć znajome mi poczucie bezpieczeństwa. A kiedy już je poczułam byłam gotowa zmierzać się z tym „niezrozumiałym” światem. Byłam w stanie wiele zrozumieć, przejść, bo czułam te „plecy” bezpieczeństwa, które w moim przypadku dawali mi rodzice.
Dlatego też bardzo ważne jest, aby każdy rodzic, który podejrzewa swoje dziecko o chorowanie na trichotillomanię, ma dziecko z tym schorzeniem, ale nie wie sam jak ten temat przejść, jak je zrozumieć, aby pomóc zrozumieć swojemu dziecku i dać mu to bezpieczeństwo, którego potrzebuje, niech zacznie szukać informacji, pomocy w tym zakresie. Wydaje się, że najlepiej będzie powiedzieć dziecku „odłóż rękę”. Jest to jednak błędne myślenie. To, co najważniejsze jest w procesie walki z trichotillomanią to nauczenie się, że tutaj nie ma systemu kar i nagród- kara za złe zachowanie i nagroda za dobre. W pracy nad problemem TTMu możemy jedynie zastosować system nagród (inaczej rozumianych niż nowa zabawka, czy wyjazd na wakacje). Nie możemy dawać kary dziecku za to, że wyciąga włos, gdyż lubi to ze względu na swój genotyp. To trochę takby dziecko od urodzenia lubiło brukselki i grę na skrzypcach. A my jako rodzice byśmy za to karali nasze dzieci, bo brukselki śmierdzą i brzydko wyglądają na talerzu, a od gry na skrzypcach bolą uszy. Bo nasze zmysły źle odebrały zapach, widok, oraz dźwięk tego, co akurat nasze dziecko lubi. To tak jak karanie naszych dzieci za to, że nie mają włosów. Dlatego też, bardzo często w swojej pracy psychologa używam porównań- lepszych, gorszych, ale po to, by każdego z nas uczyć zrozumienia, patrzenia z różnych perspektyw. I tymi słowami od razu mam przed oczami ilustrację ze swojej książki „ja widzę 9, a ty widzisz 6”- kto czytał- ten wie, a kto jeszcze nie wie, mam nadzieję, że tym artykułem zacznie od rozwiązania tej zagadki!
Jeśli macie jakieś pytania w związku z tym artykułem, albo nurtują Was jeszcze inne włosowe tematy- dajcie znać w emailu- postaram się w niedługim czasie do nich nawiązać w swoich kolejnych wpisach😊.

PS. Czemu do artykułu wybrałam akurat swoje zdjęcie z kolorowymi wydawałoby się zabawkami? Jest to jeden z elementów terapii w trichotillomanii, co obrazuje, że praca z tym schorzeniem wcale nie musi być dla dzieci…i dorosłych taka straszna!

Wasz psycholog od włosów,
Magda

trichotillomania-psycholog